Główny ekonomista ZUS: 500+ powinno trafiać tylko do biednych dzieci

Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, prof. Pawła Wojciechowskiego o ocenę pomysłów, które znalazły się w programach kandydatów na prezydenta. Postulują oni m.in. o zniesienie oskładkowania emerytur oraz umów, na których dorabiają emeryci. Są też pomysły rewaloryzacji świadczenia 500+ na takich samych zasadach, jak są waloryzowane emerytury.

Jeden z kandydatów na urząd prezydenta zapowiada, że jeśli wygra wybory, natychmiast zniesie składki do ZUS od emerytur. Martwią pana takie obietnice?

Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS: Ma pani oczywiście na myśli składkę zdrowotną, która jest potrącana z emerytur. To nie jest składka ubezpieczeniowa, ale ma charakter daniny podatkowej.

Artykuł 67 Konstytucji RP nakazuje państwu zapewnienie ochrony zdrowotnej obywateli. Idziemy w kierunku powszechnej opieki medycznej. Ktoś musi ponieść związane z tym koszty. Czy emeryci powinni być grupą uprzywilejowaną, która z tej daniny zostanie zwolniona? Według mnie nie. Zasada solidarności społecznej nakazuje, abyśmy wszyscy coś wpłacili do systemu, inaczej należałoby i tak sfinansować NFZ z innych podatków. Dodatkowo emeryci są tą grupą społeczną, która trochę więcej korzysta ze świadczeń medycznych niż reszta społeczeństwa, zatem nie ma powodu, by ich z tego obowiązku całkowicie zwalniać.

Waloryzacja emerytur. W końcu jest korzystna zmiana. Prezes ZUS tłumaczy

A co z tymi, którzy na emeryturze sobie dorabiają? W Polsce jest 770 tysięcy pracujących emerytów, którzy muszą odprowadzać nadal wszystkie składki od tego, co zarobią. Chyba dość w życiu włożyli do systemu. Nie należałoby im zdjąć składek?

W Polsce obowiązuje zasada: pracuję, to płacę. Dotyczy ona wszystkich, ale z pewnymi wyjątkami. Uprzywilejowani są przedsiębiorcy, którzy mają większe możliwości skorzystania ze zwolnienia z opłaty składek, przy tzw. zbiegu tytułu do ubezpieczeń, czyli np. kiedy prowadzą działalność gospodarczą i pobierają emeryturę – wtedy nie opłacają składki emerytalnej i rentowej. Dlatego wielu emerytów, którzy decydują się na pozostanie na rynku pracy i dorabianie, zakłada działalność gospodarczą i nie wpłaca już nic do systemu ubezpieczeń społecznych.

Ale są też i tacy emeryci, którzy są zatrudnieni na pół etatu lub na umowie zlecenie i ci już muszą odprowadzać sporą część wynagrodzenia do ZUS. Im państwo wciąż sięga do kieszeni. To niezbyt sprawiedliwe, w porównaniu do emerytów-przedsiębiorców.

Myli się pani. Ci, którzy odprowadzają składki, będąc już na emeryturze, gwarantują sobie bardzo korzystne warunki oszczędzania. Większość ludzi kojarzy waloryzację emerytur jedynie ze wskaźnikiem inflacyjnym, ale jest jeszcze druga znacznie wyższa waloryzacja polegająca na tzw. indeksacja kont emerytalnych. Indeksacja w ZUS wynosi obecnie ok. 9 proc. w skali roku. Proszę mi wskazać jakikolwiek bank lub inną instytucję finansową na rynku, która daje rocznie tak hojną stopę zwrotu z inwestycji, i to gwarantowaną przez państwo. Oczywiście ta indeksacja nie zależy do ZUS, ale wynika po prostu z wysokości przypisu składki, a więc wprost z kondycji na rynku pracy.

Osoby, które dorabiają do emerytur, podnoszą znacząco swoje świadczenie. Wystarczy, by zwróciły się do ZUS o przeliczenie emerytury po roku pracy i przekonają się, że zrobiły dobry interes. Moi znajomi wciąż pytają mnie, jak można założyć lokatę w ZUS.

I co im pan odpowiada?

Że formuła waloryzacja składek wprost wynika z przepisów prawa, a nie działalności ZUS i ma pobudzać do wydłużania aktywności na rynku pracy, a nie do konkurencji z bankami. Gdybyśmy zaczęli przyjmować pieniądze na lokaty na poziomie wskaźnika ustawowej waloryzacji od wszystkich chętnych, państwo musiałoby do takiego interesu sporo dołożyć.

Wracając do emerytów: co z tą niesprawiedliwością: zmuszaniem jednych do oszczędzania i zwalnianiem drugich z tego obowiązku? Gdzie jest tu równość wobec prawa?

System jest tak ustawiony, że różnicuje przywileje w zależności od kontraktu. Przedsiębiorcy wpłacają mniej do systemu, ale w przyszłości mniej też z niego dostaną. I to nie będzie tylko trochę mniej, ale naprawdę dużo mniej. Przedsiębiorcom grożą na starość bardzo niskie świadczenia, które mogą nie wystarczyć nawet na przetrwanie, dlatego powinniśmy już dziś zrewidować system tak, by wszyscy musieli wpłacać tyle, by każdemu wystarczyło przynajmniej na wypracowanie minimalnej emerytury, skoro każdy obywatel ma konstytucyjną ochronę przed ryzykiem niezdolności do pracy.

To ile musimy płacić ZUS-owi, żeby każdy dostał minimalną emeryturę w przyszłości?

To trudne pytanie, bo długość życia ciągle się wydłuża, czyli rośnie liczba lat pobierania świadczenia. Można jednak założyć, że minimalne składki powinny być odprowadzane od co najmniej 60 proc. przeciętnej płacy przez co najmniej 27 lat. Tymczasem obecnie kobiety mogą uzbierać staż uprawniający do dopłaty z budżetu państwa do minimalnej emerytury już po 20 latach pracy. Rachunek jest prosty: społeczeństwo z podatków dopłaci im do tych dodatkowych 7 lat.

Musimy wypracować taki system, w którym społeczeństwo nie dźwigałoby ciężarów tych, którzy nie oszczędzali lub oszczędzali niewystarczająco. Niedobrze byłoby, aby w przyszłości również przedsiębiorcy lub osoby nadmiernie wykorzystujący niżej oskładkowane umowy skarżyli się na niskie emerytury, jak robią to dziś artyści i twórcy, którzy wnosili niewielkie składki i są dziś rozżaleni, że mają głodowe emerytury. Zasadą ubezpieczeń jest proporcjonalność do wkładu, ekwiwalentność. Dlatego każdy powinien wiedzieć, ile i za co płaci.

Jak taki sprawiedliwy system powinien być skonstruowany?

Doświadczenia zamożnych państw Zachodu pokazują, że progresywne systemy podatkowe lepiej się sprawdzają, są bardziej odporne na wahnięcia koniunktury. Tymczasem nasz system podatkowo-składkowy charakteryzuje się najniższą progresją wśród państw OECD, co oznacza, że nie jest ani korzystny przy stabilizowaniu koniunktury, ani sprawiedliwy.

Skoro mowa o bogatych i biednych, to jeden z kandydatów na prezydenta twierdzi, że świadczenie 500+ powinno być rewaloryzowane tak, jak robi się to z emeryturami. To dobry pomysł?

Uważam, że zamiast podnosić 500+, lepiej je adresować do tych, którzy faktycznie go potrzebują, czyli rodzin o niższych dochodach. To świadczenie nie wszystkim się należy, powinny je otrzymywać dzieci mniej zamożnych rodziców. Jeśli świadczenie miałoby wzrastać, to kwotowo, a nie procentowo. Najlepiej byłoby jednak poczekać kilka lat i ocenić efekty dla ograniczania ubóstwa, poziomu nierówności. Zawsze byłem zwolennikiem dobrego adresowania programów społecznych, bo wtedy poziom świadczeń dla potrzebujących może być wyższy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

wczoraj (19:57)

jaI następny socjalista, który uważa, że tylko biedni i niezaradni powinni rodzić dzieci. A patrz, cały rozwinięty świat już się nauczył, że biedę się … Czytaj całość

wczoraj (20:53)

tomekAle przecież to świadczenie miało zwiększyć dzietność. 500+ tylko dla biednych dzieci sprawi że zwiększy się dzietność tylko tych biednych a bogatych … Czytaj całość

wczoraj (20:10)

FggW związku z brakiem zapewnienia przez państwo Polskie zajęć szkolnych i przedszkolnych dla dzieci powinny zostać odpowiednio zmniejszone podatki gdyż … Czytaj całość

Read More